Nie wszystko w życiu jest proste...

Never say never and Believe

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Rozdział 4


Mglisty poranek przywitał Los Angeles już po godzinie szóstej, co było rzadkim zdarzeniem. Opierając łokcie o grafitowy parapet, muśnięty chłodnym powiewem wiatru, podparłem swoją lekko zarysowana szczękę o dłonie.
Kamienica z okna wydawała się być dzisiaj dość zatłoczona, choć nieszczególnie mi to przeszkadzało. Postanawiając ruszyć sie do życia, stanąłem bosymi stopami u progu szafy, wyciągając z niej potrzebną odzież. Pogoda byla nieco zdradliwa, tak więc postanowiłem założyć zwykłą biała koszulkę za pas, czarne dżinsy z wycięciami na wysokości kolan oraz czarną skórę, która wyglądała na zmęczoną życiem.

Wychodząc przed budynek, o moja twarz rozbił sie nieprzyjemny chłodny powiew wiatru, powodując ciarki na moim całym ciele. Nie za wiele sie tym przyjmując, schowałem zmarzniete juz dłonie w kieszeniach kurtki, zaś głowę ukryłem pod materiałem kaptura bluzy.
Skręciłem w jedna z zaniedbanych i dosyć starych kamieniczek, gdzie powinno znajdować sie najbardziej znane grono dillerów, w całym Los Angeles.
Na sam widok sylwetki idącej w moja stronę, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz owładniajacy całe ciało na kilka sekund.
-Widzę, że mamy gościa.- po tych słowach z ust chłopaka wydobył się gwizd i chwilę pózniej otoczyła mnie banda napakowanych facetów, którzy przeszywali mnie swoimi wzorkami na wylot.
-James...-w moim głosie rozbrzmiała nutka zawahania.- Dawno się nie widzieliśmy, nie sądzisz? A ty traktujesz mnie jak intruza?- dopowiedziałem z chytrym uśmieszkiem na ustach.
-Bieber czyżbyś zapomniał kim jestem i jak wiele potrafię? W trzy sekundy twoje wnętrzności mogą znaleźć się o tam.- odpowiedział, wskazując na przypadkową lampę uliczna.
-Nie szukam kłopotów. Długo mnie nie było, więc postanowiłem sprawdzić co u NIEJ.- ostatnie słowo powiedziałem z przesadnością, tak aby ten bydlak dobrze mnie usłyszał.
-W koncu postanowiłeś sie o nią martwić? Czyżby młodszy brat po utracie matki, poczuł sie samotnie?- Na twarzy Jamesa widniało rozbawienie i brak jakiejkolwiek impatii. Ludzie obok niego patrzyli na mnie z pogardą co było dosyć krępujące w zaistniałej sytuacji.
-Nie twój gówniany interes.- wysyczałem, a jad z moich ust wydawał sie wkurzyć chłopaka.
-Pamiętaj z kim zadzierasz Bieber!- Fuknął stawiając krok w przód, aby móc stanąć ze mną twarzą w twarz.
-Czyżbyś zapomniał o swoim długu? Moja matka wiele razy ratowała Ci dupsko a Ty postanawiasz mi się odwdzięczyć w taki sposób?
Wyraz twarzy Jamesa nagle się zmienił. Opuścił szczękę a dłonie uformował w pieści, wiedząc że mam całkowitą racje.
-Jazmyn czuje się wspaniałe. Jest pod opieka moich znajomych, którzy traktują ją jak swoją. Jazz ma termin na za miesiąc, co oznacza jedynie tyle, że juz wkrótce zostaniesz wujkiem.
Poczułem jak z mojej twarzy odpływa krew a nogi powoli wiotczeją pozostawiając mnie bezsilnego. Szybko postarałem sie poukładać myśli i głośno odchrząknąłem.
-Jak to wujkiem?! Mam nadzieje, że nie mówisz prawdy a Jazz jest na swoim miejscu, cała i zdrowa!- zacisnąłem pięści, lecz szybko tego pożałowałem. Poczułem jak czyjaś pieść składa na moim policzku mocne uderzenie, które spowodowało u mnie zawrót głowy.
-Pamiętaj z kim masz doczynienia i nigdy więcej nie waż się podnieść na mnie głosu, bo pożałujesz!- splunął a jego oczy nabrały ciemnoszary kolor.
Nie czekając zbyt długo odwróciłem się na pięcie dając wszystkim znać, że nic dla mnie nie znaczą. Jak zgaduje mina Jamesa była zdezorientowana ze względu na to, że nikt nigdy nie odwracał sie do niego plecami. Zawsze to on stawiał warunki i reguły dając znać, że on tu rządzi.

Jazmyn osoba, która wiele razy potrafiła zajść mi za skórę jako starsza siostra. Walki o wolną łazienkę, to jedynie błachostka. Wszystko szło ku dobrej drodze, lecz coś, albo raczej ktoś podłożył nam kłody pod nogi.
Pewnego pochmurnego dnia, spośród ulicznej dżungli wyłonił sie ON- James Collins. To on spowodował, że moje życie stało się jedną wielką telenowelą. Z każdym moim krokiem chce mi udowodnić, że jestem nikim. To on doprowadził do śmierci mojej matki. To on sprowadził Jazmyn na swoją stronę, prowadząc do sporu rodzinnego, który trwa do dnia dzisiejszego...

Zapraszam na ciąg dalszy tego FF http://w.tt/1JAyVYF
Tagi: Jb
26.12.2015 o godz. 16:24

Ogłaszam wszem i wobec iż zmieniam umiejscowienie mojego opowiadania na "wattpad"! Serdecznie wszystkich na niego zapraszam! ;) https://www.wattpad.com/story/48761834-ostatnia-nadzieja
Tagi: wattpad
01.09.2015 o godz. 22:48

Rozdział 3

Letni powiew wiatru rozkołysał moje sterczące blond kosmyki włosow, które opadały mi na oczy. Zdegustowany zacisnąłem szczękę i dość chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. Mijając znane mi ulice lustrowałem wzrokiem, każdą mijającą mnie osobę. Jedni mieli łagodne wyrazy twarzy, które mogły wskazywać zrelaksowanie, drudzy zaś mieli ostre rysy, które mogły oznaczać złość, albo zmęczenie. Ja natomiast czułem się nadzwyczaj zrelaksowany.

Zakręcając w nieznaną mi alejkę doznałem oczopląsu. Wszystko było takie... Takie zadbane, takie żywe. Wszystko dookoła barwiło się zielenią. Każda ławka połyskiwała przejrzystym złotem a kolorowe i dźwięczne ptaki zdobiły, każde zauważone przeze mnie drzewo. Równo wystrzyżony trawnik przyzdobiony różnorodnymi kwiatami zachwycał swą barwą. Złociste promienie słoneczne stanowiły tak zwaną "wisienkę na torcie", ponieważ to one stanowiły głowny element tego krajobrazu, który rozczulał wzrok.

Powoli ruszyłem przed siebie. Każdy krok wprawiał mnie o zachwyt. Zieleń rozchodząca się pod moimi butami była czymś wspaniałym. Kwiaty, które oddawały cudowną woń dopełniały cały ten wspaniały obraz.

Siadając na ławkę,odchyliłem głowę do tyłu tak, aby pozwolić promieniom słonecznym rozświetlić moją zmizerniałą, bladą twarz. Biorąc głęboki oddech, poczułem wspaniałą woń kwiatów, która natychmiast wypełniła moje płuca. Moje pobudzone zmysły były czymść czego potrzebowałem od tak dawna, ale czymś czego nigdy nie potrafiłem zaznać i czymś od czego zawsze się chroniłem. Wiem to brzmi absurdalnie, ale tak jest. Nigdy nie spodziewałem się od życia czegoś więcej niż kochająca i zwarta rodzina. Zawsze chroniłem się od szczęścia, miłości która zmieniłaby moje życie, ze względu na to, że niczego mi nigdy nie brakowało. Dziś zdanie mam podzielone, ale dalej uważam, że nie zasługuję na prawdziwą miłość. Ta która miała zmienić moje życie już przeminęła i nigdy nie wróci...

Zatracając się w swoich myślach poczułem nagły powiew wiatru, który delikatnie musną skórę mojej twarzy. Otwierając szeroko oczy, ujrzałem zgrabną kobietę ze słucjawkami na uszach,która właśnie przebiegła przed moją twarzą. Zgrabne, szczupłe nogi, wyeksponowane pośladki i dobrze zarysowana talia, która owiana została ciemno-kasztanowymi włosami to coś, co nie mogło ulec mojemu wzrokowi. Lekko przygryzając wargę natychmiast się otrząsnąłem.
"Justin co ty kurwa robisz?!"- Moja podświadomość dawała o sobie szczególnie znać.
Spięty zastygłem na miedzianej ławce, która straciła swój uprzedni blask. Trawa stała się niesamowicie wyblakła a słońce schowało się za stertą szarych chmur. Nagle wszystko straciło swą barwę a moje serce jakby przestało wybijać swój prawidłowy rytm. Czy to z powodu tej dziewczyny? Przecież nigdy bym nawet nie mogł spojrzeć jej w oczy, to zbyt wiele dla tak przeciętnego i szarego człowieka jak ja. Nigdy nawet nieśmiałbym pomyśleć o jakiej kolwiek kobiecie, a już na pewno nie o takiej.

Wstając z miejsca świat zaczął wirować mi przed oczami. Natychmiast złapałem oparcia miedzianej ławki i wziąłem się w garść. Biorąc trzy głębokie oddechy wstałem na równe nogi i powoli ruszyłem w stronę domu. Z minuty na minutę niebo oddawało coraz więcej czarnych tonów powodując noc. Lampy powoli zaczynały ościecać, każdy zakamarek ulicy. Ruch na drodze stawał się rozrzedzać, a ludzie udawali się do domów. Ja zaś twardo stąpałem po ziemi zastanwiając się nad kobietą z parku i nad tym co się wydarzyło. Mój umysł starał się wszystko przetworzyć, co doprowadzało mnie do cholernej migreny. Wszystko stało się nagle takie niejasne takie mało realne i mało oczywiste. Nigdy nie potrafiłem spojrzeć na kobietę jako na "zdobycz". Nigdy nie pociągała mnie płeć przeciwna, więc w czym rzecz? Biłem się z własnymi myślami. Próbując dojść do celu ciągle zbaczałem z drogi i gubiłem we własnych myślach.

Znajdując się pod domem odpaliłem papierosa, który szybko wydał z siebie pierwsze kłeby dymu. Biorąc go do ust, wziąłem mocny oddech i zaciągnąłem się. Nagle problemy stopniowo traciły sens a nikotyna zawarta w dymie przesiąkła me ciało.

_________________________
Iiii po prawie miesięcznej przerwie witam z kolejnym rozdziałem ;p Serdecznie dziękuje za poprzednie komentarze! ;3
JEŚLI PRZECZYTAŁES TEN ROZDZIAŁ ZOSTAW PO SOBIE SZCZERY KOMENTARZ! C;
Tagi: 4
17.03.2015 o godz. 21:44

Rozdział 2

Kolejne dni przemijały w nieznośnym bólu. Moje oczy wiecznie były podkrążone, opuchnięte i poczerwieniałe od bezustannego płaczu. Niektórzy mówią "faceci nie płaczą", ale ja mam to gdzieś. Dawno przestało mnie interesować zdanie pieprzonych ludzi. Należy myśleć racjonalnie i za swoją dupę a nie pochłaniać te steki bzdur, które wymawiane są z ust ludzi całkowicie ci nieznanych.
Zadrapane, niewygodne i dość duże łóżko z podziurawionym prześcieradłem daje mi do zrozumienia, że nareszcie przyszedł czas na to, aby ujrzeć światło dzienne. Ukrywam głowę w poduszkę z nadzieją, że niebawem przyjdzie koniec świata i nie będę musiał dłużej cierpieć. Pojękując wydostałem się ze swej "nory" ruszyłem w stronę kuchni. Przestronne pomieszczenie było oświetlone ostrymi promieniami słonecznymi wydostającymi się zza rolety bambusowej, co natychmiast spowodowało mój nieprzyjemy ból oczu. Zakrywając ślepia dłonią otworzyłem ludówkę i ujrzałem jedynie światło.
-Kurwa-szepnąłem w myślach i uderzyłem pięścią o grafitowy blat kuchenny, choć szybko tego pożałowałem. Palący ból dał o sobe znać. Syknąłem po czym odwróciłem się na pięcie i wróciłem do pokoju. Na wejściu było można poczuć fetor niemytego człowieka, śmierdzących skarpet i właściwie nie wiem czego jeszcze. Sam wygląd pokoju był nie za przyjemny. Na śnieżnobiałym dywanie można było ujrzeć bokserki, dresy, kiedyś białe skarpetki i wiele innych skarbów, zaś na łóżku panował totalny chaos. Białe niegdyś prześcieradło zmieniło swą barwę na szarą, poduszki stały się samą poszewką, a pościel stoczyła się na podłogę. Tu i uwdzie walały się puste pudełka po tygodniowej pizzy, a na biurku leżały puste butelki po piwie. Szarpiąc za końcówki włosów zabrałem się za sprzątanie.
Po około godzinie pokój wyglądał nieco lepiej, lecz dalej niezbyt zachwycająco.
Rozgrzany i cały mokry opadłem na łóżko, które pod wpływem mojego ciężaru odkształciło się. Szarpiąc za końcówki włosów bez sensu przyglądałem się sufitowi. Mój wzrok był pusty, a oddech wyrównany. Mijały kolejne minuty a mój wzrok nadal skupiał się na pustym suficie. Pamiętam gdy jeszcze kilka lat temu widniały na nim gwiazdki fluorescencyjne, które nadawały mu sens i sprawiały, że mój sufit wydawał się być interesujący, lecz z upływem lat stwierdziłem, że jestem już za stary na takie dodatki. Dziś wiem, że dodawały one uroku.
Czas gonił. Sekundy goniły minuty sprawiając, że zegar wskazywał 23:00. Niewiele udało mi się zrobić w dzisiejszym dniu, chociaż mam wrażenie, że był on wstępem do nowego rozdziału w moim życiu. Czas się ogarnąć i zapomnieć o przeszłości a żyć teraźniejszością. Niewiele wymagam od swojego życia i tak wiem, że nigdy nie będzie kolorowe, ale po co zwlekać? W życiu najcenniejsze potrafią być sekundy.
Kładąc się do łóżka napada mnie napływ myśli. Kumulują się pytania, na które odpowiedzi nie znam choć bardzo zależy mi na nich. Mrużąc oczy, zdaję sobie sprawę z tego, że czas na to, by znaleźć dobrze płatną pracę, spróbować odnaleźć swoją prawdziwą pasję i kogoś kto będzie mnie dopełniał w każdym milimetrze.
Przez sekundę w moim sercu poczułem kłujący ból i pustkę, którą ostatni raz czułem gdy dowiedziałem się o śmierci mojej matki. Sam nie wiem czym mogło to być spowodowane, lecz wiedziałem, że muszę to przezwyciężyć i nie powzwolić się temu opanować. Biorąc kilka głębokich oddechów, poczułem ulgę a następnie przewróciłem się na drugi bok tylko po to by odczuć chwilę spokoju. Sam nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
Nieważne, o której godzinie bym nie wstał zawsze jestem niewyspany. Przecierając oczy i rozprostowywując kończyny przeniosłem się do pozycji siedzącej i założyłem na swojego bose stopy kapcie. Zaczynając swoją poranną rutynę, wpadłem do łazienki gdzie wziąłem odświeżający prysznic a następnie dokładnie wymyłem zęby. Czując się czysty wróciłem do swojego pokoju, który był niesmowicie jasny co spowodowane było nadmiernym słończem wpadającym przez okno połaciowe.
Wychodząc z domu odczułem dziwne uczucie, które wprawiało mnie w dobry humor. Nigdy nie przypuszczałbym, że samo wyjście z domu może sprawić tak wiele.

___________
Jeeej udało mi się coś napisać xD Długoś nie powala, ale myślę, że to nie robi dużej różnicy ;3 Jestem lekko zawiedziona aktywnością na bloblo, ale co zrobić ;/ Mam nadzieję, że rozdział się podobał i zostawisz po sobie ślad w postaci koemntarza! c;
Tagi: 2
22.02.2015 o godz. 12:01

Rozdział 1

Oczami Justina
Słona ciecz zostawiająca po sobie krłółtkotwałe ślady, spłynęła po moim rozgrzanym policzku. Wieść o śmierci matki była szokiem. Nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie momentu, w którym jej zabraknie. Strata kogoś tak bliskiego to uczucie, które pokazuje Ci jak nisko potrafisz upaść gdy jej zabraknie...

Tydzień później
. Dzień pogrzebu jest jak dzień, w którym zamykasz kolejny rozdział w swoim życiu po to by otworyć drzwi kolejnemu.

Mój wzrok powędrował w stronę czarnej otchłani, która pochłąneła cały cmentarz. W każdym zakamarku można było dosłyszeć szlochy, modlitwy a nawet słowa niedowierzenia, które powodowały nieprzyjemne dreszcze.
-Moje kondolencie...-starszy pan dostknąwszy mojego ramienia, wypowiedział te dwa magiczne słowa po czym zniknął w świetle zniczy.
Połowa zdołowanych ludzi, którzy przybyli tu po to, aby pożegnać moją matkę byłą mi całkowicie nieznana. Znane mi twarze przeplatały się z całkowicie obcymi. Byłem zagubiony. Co robić? Jak sobie poradzić? Wszystkie pytania kumulowały się w mojej głowie powodując migrenę.
Waląc pięścią w stary, zzieleniały konar drzewa, poczułem palący ból, który wyżerał mi zakrwawione kostki. Bezsilność z minuty na minute stawała się co raz większa. Łzy były coraz bardziej słone, a pulsujący ból głowy nie pozwalał trzeźwo myśleć. Chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie, nie wiedząc gdzie iść.
Potykając się o własne nogi, zmierzwiłem włosy palcami a następnie usiadłem na pobliskiej ławce. Farba, łuszcząca się z ławki oblepiła już połowe moich spodni nadając im zielony kolor. Nawet to nie stanowiło przeszkody, aby siedzieć tu do usranej śmierci. Wszystko na około mnie, tak jakby straciło swoją pierwotną barwę. Wszystko było szare bądź wyblakłe. Atmosfera była jednym słowem adekwatna, do zaistniałej sytuacji co jescze bardziej mnie dołowało.
Koniec dnia zbliżał się nieubłagalnie szybko. Niebo przybierało coraz ciemniejszą barwę a świerszcze zaczynały swój koncert. Chowając głowę w kaptur postanowiłem wracać do miejsca z którego uciekłem.
Biorąc trzy głebokie i konkretne wdechy i wydechy ściągnąłem czarny kaptur, a nastepnie klekajac złączyłem swe zakrwawione ręce do modlitwy.
-Hej mamo...-W mojej głowie kumulowały się słowa, o których zapomniałem jej powiedzieć, gdy jeszcze była w świecie żywych.
-Bo no wiesz... Zniknęłaś tak nagle. Ja nie zdążyłem Ci powiedzieć jak bardzo Cię kocham. Może nigdy Ci tego nie powiedziałem, ale byłaś jedyną kobietą w całym moim życiu która potrafiła wskrzesić we mnie iskrę nadzieji. To Ty pokazałaś mi jak radzić sobie w życiu. W każdej najgorszej chwili byłaś ze mną po to, abym nie czuł się sam. Każdy problem próbowałaś rozwiązać razem ze mną. Zdarzało się wiele potyczek ale Ty wciąż nade mną czuwałaś. Pamiętasz jak razem wybraliśmy się na wakacje, do Francji? Powiedziałaś wtedy, że to miejsce, które na zawsze pozostanie w Twoim sercu... Uważam, że miałaś rację. To piękny kraj. W przyszłości chciałem Cię tam zabrać razem z moją przyszłą żoną i dziećmi, ponieważ wiem jak bardzo Ci zależało na tym, abym założył szczęśliwą, kochającą i zwartą rodzinę.-Po chwili z mojego oka wydobyla się błyszcząca ciecz, która natychmiast zniknęła w głębi ziemi.-Wiedz, że naprawdę Cię kocham i zawsze będę z tobą niezależnie od tego gdzie teraz się znajdujesz. Jeśl możesz pozdrów babcię, dziadka i oczywiście Kevina. Tęsknie za nimi, choć nie tak bardzo jak za Tobą. Mam nadzieję, że będzie Ci tam wygodnie, że żadne zmartwienia nie będą już dla Ciebie problemem. Nie martw się o mnie. Wychowałaś mnie na twardego, samodzielnego i odważnego mężczyznę. W każdej chwili mojego życia będę o Tobie pamiętać.
Moje oczy piekły coraz bardziej. Łzy formowały się w strugi. Ziemia chłąneła je jakby była spragniona mych łez.
Przecierając rękawem twarz, ukląkłem po raz ostatnio pod grobem rodzicielki. Wiedziałem, że gdzieś w głębi ona dla mnie żyje.

_____________
Mamy pierwszy rozdział. Bohaterów nie ma, ponieważ nie czułam tej potrzeby, aby ich dodawać. Głównym jest Justin tyle tylko jest istotne xD Rozdział jest krótki ze względu na to, że nie wiem czy ktokolwiek to będzie czytał ;p
PROSZĘ O SZCZERY KOMENTARZ JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ!
Tagi: 2
10.02.2015 o godz. 22:07

PROLOG

Każdy potrafi pogubić się w tym bezlitosnym życiu. Próbujemy zatuszować oznaki naszych słabości. Staramy się o to, aby nasze życie było stabilne emocjonalnie jak i fizycznie. Nie każdy potrafi sobie z tym radzić. Potrzeba czasu i wytrwałości.
Jednak gdy postawisz chociaż najmniejszy krok w złym kierunku, tracisz wszystko a to co osiągnąłeś spada w dół, gdzie rozbija się nieodwracalnie na małe kawałeczki. Próbujesz wszystko poskłaać do kupy, ale w pewnym momencie zastanawiasz się czy to wszystko ma sens... Nawet jeśli popełniłeś ten drobny błąd, wiedz, że i tak jesteś wygrany. Niezależnie od tego co się dzieje czuj się jak zwycięzca. Jeśl jeszcze się nie poddałeś to oznacza, że masz dusze zawodnika godnego rywali.
Tak, tak pewnie przypuszczasz, że mówi to osoba kompletnie nie znająca życia. Otóż zadziwię Cię. Jestem chłopakiem mającym wiele za uszami. Nie zawsze bywało kolorowo. Cały mój świat już dawno wywrócił się do góry nogami.
Bywają gorsze dni, kiedy ledwo wiąże koniec z końcem. Pomimo to nie tracę wiary, nie tracę marzeń. Zatracam się w tym co robię najlepiej.
Staram się widzieć rzeczy, które są ledwie dostrzegalne a potrafią wskrzeszyć choć iskrę nadzieji. W tym momencie nie staram się nic zmienić, ale widzę, że pomimo dobrych chęci dostaję kopa w dupe. To pomaga mi walczyć dalej.
Nie oglądam się za siebie. Nie patrzę w dół. Żyję tym co jest tu i teraz.

-------------------------------
No to tak, powracam z tym mini "prologiem", jeśli mogę to coś tak nazwać xD Jeżeli ciekawi Cię ten oto prolog zapraszam do czekania na pierwszy rozdział! c; Wiem, że może z tego prologu nie można wynieść zbyt wiele, ale myślę, że nie będzie tak źle ;p JEŚLI TO PRZECZYTAŁEŚ ZOSTAW SWOJĄ OPINIĘ W FORMIE KOMENTARZA! C;
Tagi: P
02.02.2015 o godz. 21:46

Rozdział 6

Dochodziła pierwsza w nocy. Z sekundy na sekundę czułem się co raz gorzej. Moje ręce były całe mokre z nerwów. Nie wiem czy dobrze robię podejmując się tej roboty. Moje życie może się całkowicie zmienić, ale prawdopodobnie na gorsze. Bardzo ryzykuję lecz nie mam innego wyjścia. Być może dzięki temu moje problemy zniknął, albo i może będzie ich jeszcze więcej niż dotychczas...
Bezlitosne myśli nie dawały mi spać. Już od godziny przekręcam się z boku na bok tylko po to, żeby móc spokojnie zasnąć, niestety na marne... Zmęczony podniosłem się z łóżka i powędrowałem do łazienki. Nachyliłem się nad umywalką a następnie ochlapałem twarz zimną wodą. Przez moje ciało przeszły nieprzyjemnie dreszcze. Podniosłem głowę, dalej opierając ręce na krawędzi umywalki i spojrzałem w lustro. Moje oczy były podkrążone, usta popękane a włosy w totalnym nieładzie. Nie mogąc dłużej znieść tego widoku wyszedłem z łazienki i wróciłem do łózka.
Czas mijał nie ubłagalnie szybko a ja dalej biłem się z własnymi myślami. Mój oddech był niespokojny a serce biło szybciej niż zawsze. Czułem jak w moich żyłach pulsuje krew. Sam nie wiedziałem czym jest to spowodowane. Może strachem? A może po prostu tak powinno być...
Moje chwilowe rozmyślenia przerwał budzik, który zadzwonił w najmniej spodziewanym momencie. Natychmiast go wyłączyłem i niechętnie podniosłem się z łóżka. W drodze do kuchni postanowiłem zajrzeć do pokoju Jazz. Na sam widok śpiącego aniołka na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech, który nie mógł trwać wiecznie. Po chwili z pokoju obok wyłonił się mój ojciec. Nie chcąc mieć z nim jakiejkolwiek styczności udałem, że go nie widzę i zawróciłem do siebie do pokoju.
Wychodząc z domu odpaliłem papierosa, którego dym szybko zaczął się rozchodzić we wszystkie strony klatki schodowej na, której aktualnie się znajdowałem. Będąc poza budynkiem założyłem tradycyjnie kaptur na głowę i ruszyłem w stronę pewnego miejsca.
Z każdym kolejnym krokiem, który wykonywałem czułem na sobie czyiś wzrok. Czułem jakby ktoś mnie śledził. Zatrzymałem się na chwilę i zacząłem rozglądać. Nikogo nie było. Zdziwiony i lekko zaniepokojony ruszyłem dalej przed siebie. Kilka minut później sytuacja się powtórzyła. Tym razem usłyszałem cichutki śmiech. Nie wiedziałem co mam zrobić. Uciekać? Czekać? Krzyczeć? Znowu w mojej głowie kumulowały się myśli i pytania. Po chwili zza drzewa wyłoniła się malutka, drobniutka postać o niebiańskich zielono-piwnych oczkach.
-Jazz co ty tu robisz?-zapytałem zaniepokojony.
-Nie chciałam siedzieć znowu sama w domu...
Po jej wyrazie twarzy można było odczytać, że jest smutna, ale i zarazem zmęczona.
-Ehhh... Tata wie, że nie ma cie w domu?
-Sam kazał mi cie szukać i gdzieś wyszedł.
Co za skurwiel. Karze małemu dziecku robić takie rzeczy i na dodatek wygania je z domu. W tym momencie moje pięści zacisnęły się a oddech był bardzo przyśpieszony. Gdybym teraz spotkał tego gnoja na ulicy to przysięgam, że zabiłbym go własnymi rękami.
-Dobra to może pójdziemy na lody?
-Jasne.
I tym oto sposobem wszystkie moje plany nagle wyparowały. Chciałem dzisiejszy dzień poświęcić tylko swoim planom, ale jak widać nie było mi to dane.
Będąc na wyznaczonym przez Jazz miejscu usadowiliśmy się na kanapach i czekaliśmy na kelnera. Po krótkiej chwili zza rogu wyłoniła się piękna długowłosa brunetka o ciemnych czekoladowych oczach. Dziewczyna zaczęła szczerzyć się w moją stronę lecz ja nieznacznie dałem jej do zrozumienia, że nie mam humoru.
-Co podać.-zapytała po czym związała włosy w kitkę.
-Poproszę lody waniliowe z polewą czekoladową.
-Okej zamówienie będzie za sekundę.
W trakcie gdy odchodziła ja patrzyłem na jej zgrabne nogi. Tę cudowną chwilę przerwała mi Jazz.
-Kiedy będą moje lody.-zapytała naburmuszona.
-Zaraz.-odpowiedziałem bez żadnych emocji.
Jakieś pięć minut później ta sama kelnerka przyniosła moje zamówienie i życzyła Jazz smacznego po czym jak gdyby nigdy nic odeszła. Natomiast ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Ona jest chodzącą perfekcją. Zgrabne nogi, duże piersi, śliczny uśmiech... Ile bym dał, żeby mieć taką dziewczynę. Niestety to nie jest odpowiedni czas na to, abym był z kimkolwiek. Mam teraz na głowie o wiele ważniejsze sprawy, które same się nie załatwią...
Wielkimi krokami zbliżał się wieczór. Razem z Jazz krążyliśmy po parku tylko po to, aby móc pobyć jeszcze chwilę w spokojnym miejscu, w którym nie ma kłótni i innych nieprzyjemnych sytuacji. Pomimo, że Jazz jest mała to wie już sporo o życiu. Nikt nigdy nie dawał jej ulg ze względu na jej wiek. Jest chwilowo traktowana przez życie jak dorosła osoba. Nie jest to łatwe ani dla mnie ani dla niej, ale ja próbuje nie dać po sobie poznać, że coś jet nie tak bo to mogłoby pogorszyć sprawę.
-Justin jestem śpiąca.
Po tych słowach wziąłem moją księżniczkę na ręce i ruszyłem w stronę dobrze znanego mi bloku. Droga nie trwała zbyt długo więc szybko dotarliśmy pod drzwi naszego mieszkania. Już pod samymi drzwiami można było wyczuć odór alkoholu który drażnił mój nos. Niechętnie otworzyłem drzwi i zamykając je nogą poszedłem odłożyć Jazz do jej łóżka. Gdy mała leżała już u siebie postanowiłem sprawdzić czy ojciec wrócił już do domu. To co ujrzałem w pokoju zamurowało mnie... Ojciec leżał nieprzytomny na ziemi. Pod jego prawym okiem można było dostrzec duże zadrapanie zaś usta były praktycznie całe we krwi. Szybko podbiegłem do niego i sprawdziłem czy ma tętno. Było ledwie wyczuwalne...

_______________________________
Hmmmm.... No i jak zawsze spieprzyłam rozdział ;c Nie miałam na niego pomysłu. Natomiast mam pomysły na kolejne chociaż nie wiem czy uda mi się je jakoś przyzwoicie napisać. A Wy co sądzicie o tym rozdziale? c; Liczę na SZCZERE komentarze.





boskie.jpg
Tagi: 6
10.03.2014 o godz. 13:54

Rozdział 5

Oczami Justina
Z dnia na dzień czuję, że jest co raz gorzej.. Brakuje mi pieniędzy a ojciec jest w co raz gorszym stanie. Nie mam siły na to patrzeć. To wszystko zaczyna mnie przerastać. Czuje, że to koniec... Nie dam rady dalej tak funkcjonować. To co teraz czuje to jedynie pustka, która codziennie daje o sobie znać. Mój rozum ciągle kłóci się z sercem. Jedno mówi, że to koniec lecz drugie podpowiada, żeby się nie poddawać. Sam nie wiem co robić. Zgubiłem się we własnym życiu i nie potrafię się w nim odnaleźć choćbym nie wiem czego próbował. Czemu to wszystko musiało się tak potoczyć? Dlaczego padło akurat na mnie? Jeszcze tydzień temu, ledwo bo ledwo, ale wiązałem koniec z końcem... A teraz? A teraz już stwierdzam, że to wszystko to po prostu jakiś głupi żart.
Już od dwóch dni staram się znaleźć jakąkolwiek pracę lecz na marne... Nikt nie chce przyjąć gówniarza bez doświadczenia, który dodatkowo nie ukończył szkoły. Byłem już chyba wszędzie i za każdym razem słyszałem "jest pan za młody". Czuje się jak nic nie warty śmieć, albo nawet i gorzej. Nie wiem z czego będę żył ani z czego utrzymam Jazz. Na prawdę to strasznie boli, że się staram lecz w zamian nie otrzymuję nic, albo jeszcze większy cios w serce, który jeszcze bardziej sprawia, że upadam na duchu... Nie mam już na nic nadziei.
Nie miałem wyjścia. Musiałem spróbować zaleźć pracę tam gdzie na pewno ją dostanę.
Na krańcu miasta znajdował się stary, opuszczony budynek, który na sam widok wywoływał dreszcze. Dzielnica, w której się znajdował była jedną z najrzadziej odwiedzanych ze względów, których raczej nie chcielibyście znać. Tak czy inaczej zbliżał się wieczór a ja stałem pod owym budynkiem czekając na pewną osobę. Moje serce waliło a oddech był przyśpieszony. Moje myśli z chwili na chwilę kumulowały się i nie dawały mi spokoju, którego tak bardzo chciałem doznać... Nie wiedziałem czy dobrze robię... Ale tak jak już wspomniałem, nie mam wyboru, to moja jedyna nadzieja.
Nerwowo rozglądałem się na prawo, na lewo lecz ktoś na kogo czekałem nie zjawiał się. Moja cierpliwość zbliżała się ku górnej granicy. Nerwowo mierzwiłem swoje włosy i mocno zaciskałem pięści.
Po kilkunastu minutach czekania, w oddali, za gęstą mgłą ukazał się cień człowieka. Byłem pewien, że to osoba na którą czekałem. Sylwetka zbliżała się co raz bliżej mnie. Czułem, że moje ręce trzęsą się z nerwów, albo może ze strachu? Sam nie wiem co w tej chwili czułem.
Sekundę później czułem nieprzyjemny odór alkoholu, nikotyny, oraz mirihuany który drażnił mój nos.
-I co znajdzie się coś?-zapytałem nie patrząc gościowi w oczy.
-Emmm... No nie wiem czy jesteś kimś komu mogę zaufać.-odpowiedział po czym zaczął spoglądać na swój zegarek natomiast ja byłem trochę zawiedziony no bo jak mam mu to udowodnić, że jestem kimś komu może zaufać?
-Gdybym był jakimś konfidentem to raczej nie pakowałbym się w to bagno, bo oboje wiemy, że jeśli wpadnę to ja poniosę za to konsekwencje a nie ty.-powiedziałem z nutką zawahania, która była ledwie wyczuwalna.
-Okej... Muszę przyznać, że trochę mnie przekonałeś, ale nie na 100%. Zrobimy tak. Dostaniesz trochę towaru i sprawdzimy czy się nadajesz. Co Ty na to?
W tym momencie w moim sercu pojawiła się iskierka nadziei, która podniosła mnie na duchu.
-Od kiedy mogę zacząć?-Odpowiedziałem z kamiennym wyrazem twarzy.
-Widzę, że jesteś bardzo niecierpliwy... Masz szczęście, że podoba mi się Twój zapał.-zaśmiał się kpiącym głosem po czym dodał.-Za tydzień o tej samej porze widzimy się w tym samym miejscu i się zobaczy.
Nie dając mi nic powiedzieć ciemna postać zniknęła we mgle, która jak mi się wydaje stała się jeszcze bardziej gęsta.
Wracając do domu czułem jak moją twarz opatula ciepły podmuch wiatru zaś ciało przechodzą nieprzyjemne ciarki. W końcu od niepamiętnych czasów, czułem się w pewnej części spełniony, ale i zarazem zmartwiony czy krok, który podejmuje nie jest zbyt ryzykowny....
_____________________
No to jest już kolejny rozdział ^^ Jestem z niego zadowolona ;D Wreszcie podoba mi się coś co napisałam o.O Mam nadzieję, że Wam również się spodoba C; Niestety wyszedł taki trochę krótki, ale postaram się, żeby następny był dłuższy ;DD Tak wgl to pomogła mi przy nim moja kochana Ania, której MEGA dziękuję <33 Jeżeli przeczytałeś ten rozdział to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza c;
om.jpg
Tagi: 5
02.03.2014 o godz. 01:41

Rozdział 4

Kolejnego dnia obudziłem się z dość dobrym humorem i dodatkowo byłem wyspany co nie zdarzało się zbyt często.
Tak jak zawsze po przebudzeniu sięgnąłem po telefon i sprawdziłem która godzina a następnie powoli i ostrożnie, aby nie obudzić małej słodko chrapiącej dziewczynki, która byłą wtulona w swoją poduszkę, wstałem i ruszyłem na palcach do łazienki, aby zrobić to i owo.
Kilka minut później odświeżony wyszedłem z łazienki i udałem się w stronę kuchni. Mój brzuch niestety dawał mi znak, że już czas na jakąś przekąskę. Szybkim ruchem otworzyłem lodówkę, w której jak zawsze panowała pustka. Zrezygnowany westchnąłem i na samą myśl o tym, że zaraz mam się zebrać i udać do sklepu, odechciewało mi się żyć... Niestety takie były realia i musiałem to zrobić nie tylko dla siebie, ale i Jazz i dla tego skurwiela bez serca, który szczerze mówiąc nie wiem co je...
Zakładając moje Ray Bany na nos wszedłem do sklepu, który był przepełniony ludźmi. Oczywiście wszyscy zachowywali się jak zwierzęta i nikt na nikogo nie zwracał uwagi. Ja nie miałem zamiaru się z nikim przepychać więc szybko wziąłem to co potrzebne i ruszyłem w stronę kasy. Niestety dojście do niej zajęło mi chyba z 10 minut co jest nienormalne... W końcu stanąłem w kolejce i czekałem na swoją kolej. Gdy wreszcie stanąłem twarzą w twarz z kasjerką odetchnąłem z ulgą, że w końcu spokojnie bez przepychania udam się do domu i zjem normalne śniadanie. Niestety nie przewidziałem jednego... Jestem takim debilem, że nie wziąłem ani grosza ze sobą. Taaa Bieber jesteś kretynem -,- Szybko zacząłem przeszukiwać wszystkie kieszenie zaczynając od bluzy a kończąc na spodniach lecz szczęście mi nie dopisało. Nie wiedząc co robić błagalnie czekałem na zbawienie. Ludzie się niecierpliwili a ja czułem jak zapadam się pod ziemie...
-Emmmm mogła by pani sekundkę poczekać?-zapytałem starszej babki siedzącej za kasą.
-No nie wiem... Nie widzi pan co się dzieje?-powiedziała wskazując na kolejkę ludzi.
-Za sekundę będę.Proszę poczekać.-Po tych słowach najszybciej jak potrafiłem wybiegłem ze sklepu i pobiegłem po gotówkę. Zmachany dobiegłem do domu i zabrałem to co potrzebne. Prawie zabijając się na schodach zbiegłem na dół i wbiegłem s powrotem do sklepu. Czułem na sobie wzrok wszystkich tych rozwścieczonych ludzi, ale szczerze mówiąc nie ruszało mnie to.
Szybko zapłaciłem i wróciłem do domu gdzie zastałem moją siostrę, która najwidoczniej już wstała. Rzucając zakupy w kąt, wziąłem małą na ręce i zacząłem ją gilgotać na co mała wybuchła niepohamowanym śmiechem a ja razem z nią. Po chwili usłyszałem ciche "przestań już" wydukane w trakcie śmiechu. Tak jak poprosiła tak zrobiłem i postawiłem ją s powrotem na ziemi.
-Jesteś głodna?-zapytałem z lekkim uśmiechem na ustach.
-I to jeszcze jak!
Po jej odpowiedzi cicho się zaśmiałem a następnie wziąłem torbę z zakupami i odniosłem ją na blat w kuchni. Zacząłem po kolei wypakowywać chleb, masło, szynkę, ser itp. Chwilę później razem z Jazz robiliśmy kanapki. Oczywiście mała wycinała jakieś serduszka w serze, ciapała wszystko keczupem nie pomijając przy tym siebie i mnie.
Z Jazz życie wydaje się być takie kolorowe i wspaniałe. Serio nie wiem jak ta mała to robi. Tylko ona potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy...
Z moich chwilowych bezsensownych rozmyśleń wyrwała mnie oczywiście moja mała księżniczka.
-Juuustinn co dzisiaj robimy?-zapytała specjalnie przeciągając moje imię co zawsze trochę mnie bawiło nawet sam nie wiem czemu.
-A co chcesz robić?
-Emmmm no nie wiem.-odpowiedziała biorąc kolejny wielki kęs kanapki.
-Później możemy pójść na plac zabaw.
-Łeeee dopiero co byliśmy...
-No to może do kina?
-No i to mi pasuje.-Na jej twarzy pojawił się wielki, śliczny, szczery uśmiech, który tak bardzo kocham.
-Dobra to teraz jedz a ja zaraz przyjdę.
Wstając od stołu udałem się do siebie do pokoju i włączyłem laptopa. Szybko włączyłem Facebooka oraz inne portale i jak zawsze zacząłem pisać z ludźmi. Być może to dziwne, że nie mam znajomych w realu, ale real a internet to całkowicie dwa różne światy. Pomimo tego, że wydaje nam się, że poznaliśmy kogoś kto podaje się za naszego przyjaciela w internecie to tak naprawdę możemy się przykro rozczarować tym co ujrzelibyśmy w świetle dziennym na żywo. Ja nie mam zamiaru zawierać przyjaźni internetowych. Szczerze mówiąc nie potrzebuje nikogo. Wystarczy mi Jazz. Wiem, że wydaje się to być absurdalne, ale taka prawda. Jestem typem samotnika i nic ani nikt tego nie zmieni...
Gdy już laptop mi się znudził, sięgnąłem po moją gitarę i zacząłem brzdąkać to co przyszło mi do głowy. W pewnym momencie w moim oku zakręciła się łezka... Często tak mam gdy gram na gitarze sam, gdy w pobliżu nie ma Jazz. Przyczyną tego jest to, że gdy byłem mały to codziennie moja mama grała mi tą samą melodię na gitarze a ja wsłuchiwałem się w nią z takim skupieniem, że w głowie widziałem, każdą jej nutę. Od tamtego czasu gitara jest dla mnie czymś wyjątkowym, czymś co na zawsze zostanie w moim sercu i nie potrafię bez niej wytrzymać. Tak, tak pewnie myślicie sobie "przecież to niemożliwe", "to głupie", ale taka jest prawda... Gitara to część mnie tak samo jak Jazz czy śpiew i ogólnie muzyka. Znaczy o tym, że śpiewam akurat nikt nie wie i lepiej, żeby tak zostało. Jakoś nie lubię się tym popisywać.
Podczas gdy w mojej głowie pojawiał się kolejny pomysł na moją nową amatorską piosenkę, odpaliłem papierosa od którego wydobył się nieprzyjemny zapach nikotyny a w powietrzu zaczął się unosić siwy dym, który szybko opanował cały pokój.
Z każdym kolejnym buchem czułem się co raz bardziej wyluzowany, ale i zarazem senny i nawet nie wiem dlaczego. Przygasiłem papierosa i wyrzuciłem peta przez okno. Następnie odkładając gitarę na miejsce położyłem się na kanapie lekko przymykając oczy. Po chwili czułem jak moje powieki stają się co raz cięższe i cięższe...
_________________________________________
Ehhh.... No to wróciłam? ;D Szczerze to nie wiem czy dobrze robię ;// Na dodatek spieprzyłam kolejny rozdział... Ale to może dlatego, że wyszłam z wprawy? Mam nadzieje, że wena i chęci mi powróci a rozdziały będą co raz lepsze ;p Ale jak na razie BŁAGAM oceńcie ten rozdział w komentarzach. Liczę, że komentarze będą SZCZERE! Przyjmę, każdą krytykę ^^ Do następnego.(o ile będzie xD)
so.jpg
Tagi: 4
26.02.2014 o godz. 04:24

Rozdział 3

Niekiedy czujemy się samotni chociaż ciągle otaczają nas same znajome twarze. Dziwnie jest mijać ludzi z którymi kiedyś spędzało się każdą wolną chwilę. Tak właśnie teraz się czuje... Z kapturem na głowie przechadzam się nowojorskimi ulicami w nadziei, że może zza zakrętu wyłoni się osoba dla której będę w stanie poświęcić wszystko...
Po mojej głowie krążą same niechciane myśli oraz wspomnienia które powodują, że co raz częściej zastanawiam się nad sensem mojego istnienia. Gdyby nie Jezz, pewnie już dawno by mnie tu nie było.
Z moich rozmyśleń wybił mnie dźwięk dzwonu wydobywający się z kościoła. Momentalnie w mojej głowie zaczęły się pojawiać obrazy z dzieciństwa. Przedstawiały one uśmiechniętego mnie trzymającego dłoń kobiety o kasztanowych włosach która śmiała się od ucha do ucha. Pamiętam, że wtedy akurat wybieraliśmy się do kościoła. Wtedy jeszcze byłem dość religijnym dzieckiem lecz po śmierci matki wszystko się zmieniło...
Gdy dzwon ucichł moje serce gwałtownie przyśpieszyło na myśl o mojej rodzicielce. W tym momencie moje myśli były stłumione i jedyne co mogłem usłyszeć to nierówny rytm bicia mojego serca oraz niespokojny oddech.
Na sekundę przystanąłem obok starej ulicznej latarni, aby móc chociaż na chwilę ochłonąć i pozbyć się niechcianych myśli lecz tak jak przypuszczałem nie było to proste.
Gdy już byłem spokojniejszy, ruszyłem dalej lecz tym razem przyśpieszyłem tępo, aby jak najszybciej znaleźć się w domu.
Będąc już pod bramą zestarzałej kamieniczki, oparłem się o szarą, pozbawianą już praktycznie farby kolumnę a następnie otwierając paczkę papierosów która znajdowała się w kieszeni mojej bluzy, wyciągnąłem fajkę. Kilka sekund później moje płuca zostały wypełnione dymem nikotynowym.
Po spaleniu wyrzuciłem peta i przydeptując go butem wszedłem do bramy i skierowałem się do windy. Zawsze gdy jej drzwi się zamykają to zastanawiam się co zastanę w domu, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo czy właśnie teraz mój ojciec nie pieprzy się z kolejną laską a Jezz siedzi samotnie u mnie w pokoju z nadzieją, że w końcu wrócę do domu i zajmę się nią.
Po chwili rozmyślania usłyszałem charakterystyczny dźwięk który oznaczał, że dojechałem na docelowe piętro. Ciężko wzdychając wysiadłem z windy i dość powolnym krokiem starałem się dotrzeć do mieszkania.
Znajdując się już przy dobrze znanych mi drzwiach, nacisnąłem na klamkę a następnie wszedłem do mieszkania gdzie o dziwo panowała zupełna cisza. Zdezorientowany tą sytuacją ściągnąłem zbędną odzież i udałem się do swojego pokoju. Lekko przekręcając klamkę wszedłem do pokoju gdzie zastałem małą, słodką, niewinną, śpiącą Jezz która mocno ściskała misia którego dostała ode mnie na swoje 4 urodziny. Starając się nie obudzić mojego aniołka, usiadłem przy biurku i włączyłem laptopa. Na całe moje nieszczęście od razu po uruchomieniu go zaczęła lecieć dość głośna muzyka którą jak najszybciej wyłączyłem lecz niestety obudziłem Jezz. Mała pocierając swoje oczka, szybko wstała i dosłownie rzuciła się na mnie co szczerze mówiąc trochę zabolało.
-Czemu cię nie było?- zapytała z dość smutnym wyrazem twarzy na co zrobiło mi się jej troszkę szkoda.
-Przepraszam aniołku. Musiałem coś załatwić.-Na moje słowa twarz dziewczynki lekko rozpromieniała.
-Tęskniłam...-powiedziała po czym mocno objęła mnie wokół szyi
-Ja też.-odpowiedziałem całując czubek jej głowy na co mała zachichotała a ja zacząłem ją gilgotać a w zamian dostałem kilka kopniaków oraz wiele śmiechu.
Gdy byliśmy już wykończeni zabawą, położyłem Jezz na łóżku a następnie położyłem się obok mojego aniołka mocno tuląc ją do swej piersi. Kilka minut później wspólnie odpłynęliśmy do krainy Morfeusza

_________________________________
Tak wiem rozdział nie powala i jest on chyba jednym z najgorszych, ale postanowiłam go dodać ze względu na to, że już dość długo nic nie dodawałam. A tak ogólnie to nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział ;c Liczę na chociaż jeden komentarz w którym SZCZERZE wypowiecie się na temat tego rozdziału.
jaz5.jpg
Tagi: 3
03.10.2013 o godz. 18:25

Rozdział 2

Już po kilku minutach czułem, że moje nogi odmawiają posłuszeństwa, więc szybko znalazłem jakąś wolną ławkę na której położyłem Jezz a następnie sam na niej usiadłem i położyłem głowę siostry na swoich kolanach.
Ludzie którzy przechodzili obok nas patrzyli co najmniej tak jakbym na czole miał napisane DEBIL. Rozumiem, że może niecodziennym widokiem jest zakapturzony nastolatek ze śpiącą dziewczynką na kolanach, ale bez przesady…
W końcu po około 30 minutach dziewczynka otworzyła oczy a następnie przetarła je swoją małą rączką.
-Jak się spało księżniczko.-zapytałem a na moje usta wkradł się malutki uśmieszek.
-Dobrze.-odpowiedziała po czym objęła moją szyje.
W takich momentach jak te czuję satysfakcję z tego, że jednak zajmowanie się Jezz ma jakikolwiek sens. Co prawda nie zastąpię jej w 100% ojca i matki, ale jednak zawsze coś. Może za kilka lat będzie wdzięczna za to co teraz robię, albo po prostu zapomni o mnie i będzie wiodła spokojne życie z dala od ojca i mnie. Zrozumiem to, ponieważ ona jak najbardziej zasługuje na miłość i wszystko co dobre w życiu czego nie może na chwilę obecną dostać.
-Wracamy do domu?- zapytała dziewczynka patrząc prosto na mnie tymi swoimi małymi, błyszczącymi ślepiami.
-Emmmm….. A nie chcesz może pójść pobawić się z resztą dzieci?- szczerze mówiąc nie miałem ochoty wracać do domu bo nie wiedziałem tak naprawdę co może się w nim dziać.
-No okej….- odpowiedziała po czym zeskoczyła z ławki.
Oczywiście ja zrobiłem to samo tyle, że po prostu z niej wstając i ruszyliśmy w stronę placyku który znajdował się kilka kroków od nas. Gdy już znaleźliśmy się obok niego moją uwagę przykuł jakiś facet z aparatem w ręce który ukrywał się tuż za płotem odgradzającym placyk. Szczerze to nie wyglądał on na jakiegoś fotografa który fotografował ptaki, albo ogólnie naturę… On wyglądał jak perfidny pedofil. Nie miałem zamiaru pozwolić na to, aby ktoś fotografował moją siostrę więc lekko ściskając jej dłoń zawróciłem nie mając żadnego pomysłu gdzie mógłbym ją zabrać. Nerwowo zacząłem się rozglądać, aż mój wzrok zatrzymał się na małej knajpce którą Jezz ubóstwiała, więc skierowaliśmy się w jej stronę.
Z wyglądu nie była zbyt zachęcająca lecz atmosfera która w niej panowała była bardzo przyjemna a obsługa bardzo miła. Na samym wstępnie przywitano mnie i Jezz ciepłymi uśmiechami na co mała za każdym razem rumieniła się i chowała tuż za mną. Oczywiście wszyscy reagowali na jej zachowanie śmiechem łącznie ze mną. Po powitaniu zacząłem szukać wolnego miejsca co nie było zbyt ciężkie ze względu na to, iż mało osób odwiedzało ten lokal co moim zdaniem jest bardzo dziwne bo mają bardzo dobre jedzenie i tak jak już wspomniałem obsługa jest niesamowita. Gdy już się rozsiedliśmy do naszego stolika podeszła kelnerka która wręczyła nam menu a następnie zostawiła nas samych. Razem z Jezz zaczęliśmy je kartkować przy okazji szukając dania na które mieliśmy ochotę. Oczywiście wybór był dość trudny, ale w końcu po kilku minutach udało nam się coś wybrać. Gdy kelnerka zobaczyła, że jesteśmy już zdecydowani podeszła do nas a następnie zaczęła notować nasze zamówienie i wróciła za ladę podając zamówienie kelnerce.
W czasie gdy nasze zamówienie było w realizacji razem z Jezz zaczęliśmy się wygłupiać a ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów.
W końcu po jakimś czasie dostaliśmy nasze zamówienie więc zaczęliśmy konsumowanie. W trakcie jedzenia kontem oka spoglądałem na Jezz która była pochłonięta swoim daniem które jak widać jej posmakowało. Oczywiście moje danie również było niczego sobie.
_________________________________________________
Kurde ten rozdział jest takim niewypałem, że w sumie zastanawiałam się nad dodaniem go, ale już od długa nie dodawałam żadnych rozdziałów… A tak wgl to BAAAARDZO Wam dziękuję za 16 komentarzy *-* Nigdy nie spodziewałabym się, że mogłoby ich tyle być <33 A no i postaram się aby nastepny rozdział był chociaż troszeczkę dłuższy bo ten jest mega krótki za co Was serdecznie przepraszam ;ccc
lolll.jpg
Tagi: 2.
08.09.2013 o godz. 00:28

Mam dla Was dość ważną informację. Chodzi o to, że mam bardzo mało czasu ze względu na szkołę i nie za często bd się pojawiała na bloblo... Jeśli chodzi o to czy bd czytała Wasze rozdziały to w każdej wolnej chwili postaram się, ale nwm czy uda mi się skomentować. Musice mnie zrozumieć ;c Z tego co wiem to niektórzy z Was też mają ten problem no, ale nie ważne. A no i jeszcze sprawa mojego opka. Nwm co ile bd się pojawiały rozdziały natomiast wiem tyle, że nie bd one zbyt często ;cc Na serio przepraszam....
Tagi: waznenene
05.09.2013 o godz. 19:32

Rozdział 1

-Justin błagam obudź się!- krzyczała mała Jezz próbując mnie usilnie obudzić.
Po chwili otworzyłem szeroko oczy przed którymi ukazały się małe oczka brunetki. Przez chwilę nie rozumiałem czemu raczyła mnie budzić tak wcześnie lecz kilka sekund później dotarło do mnie dlaczego to zrobiła. Cały nasz pokój został wypełniony przez nieprzyjemny odór. Szybko zerwałem się z łóżka i popędziłem do kuchni. To co w niej ujrzałem było obrzydliwe. Przy stole siedział mój ojciec a na jego kolanach siedziały dwie skąpo ubrane blondynki zaś obok nich na stole leżała popielniczka cała zapełniona niedogaszonymi petami. Chwilę jeszcze przyjrzałem się całej zaistniałej sytuacji a następnie kiwając głową wróciłem do swojego pokoju.
-Ubieraj się.-powiedziałem stanowczo po czym sam podniosłem moje spodnie z ziemi które szybko wsunąłem do połowy tyłka a następnie sięgnąłem do szuflady po czyste skarpetki oraz koszulkę które również na siebie włożyłem.
Nim się obejrzałem mała brunetka stała już ubrana tuż obok mnie wlepiając we mnie swoje małe, błyszczące, oczy.
-Ubrałaś już buty?- W ramach odpowiedzi dziewczynka przecząco pokiwała głową.-No to na co czekasz?? Błagam Jezz ruchy.- jęknąłem z niezadowoleniem.
Chwilę później gotowi wyszliśmy z domu i udaliśmy się do pobliskiego parku.
-Justin gdzie idziemy?- zapytała zaciekawiona dziewczynka.
-Zaraz zobaczysz.-dopowiedziałem unikając jej wzroku.
Po chwili byliśmy już w parku więc postanowiłem pozwolić Jezz, aby pobawiła się trochę na placyku a ja w tym czasie pójdę po coś do picia. Tak wiem jestem nieodpowiedzialny zostawiając dziecko samo na placyku, ale w końcu nie będzie tam sama tylko z resztą tych małych bachorów a z resztą nie ma już 3 lat.
W drodze do sklepu zastanawiałem się dlaczego mój ojciec to robi…. Przecież mógłby teraz pracować w normalnej pracy z dość dużymi zarobkami, gdyż ma ukończone studia gastronomiczne i na serio świetnie gotuje i wgl, ale tak naprawdę marnuje swoje całe życie niszczą przy okazji je mnie oraz Jazz…. Chciałbym się dowiedzieć co jest tego przyczyną i choć raz móc z nim pogadać jak ojciec z synem, lecz niestety to nierealne…
Po chwili rozmyślania, trzymając ręce w kieszeniach spodni wszedłem do sklepu i natychmiast udałem się w stronę regału z napojami. Na moje nieszczęście nie było ulubionego napoju Jezz a zwykle jak go nie dostaje to zaczyna marudzić co jest strasznie wnerwiające i doprowadza mnie do szału.. No, ale cóż tym razem będzie się musiała obyć bez niego, więc sięgnąłem po pierwszy lepszy soczek w kartoniku oraz pepsi i udałem się do kasy. Nie było kolejek być może dlatego, że była dopiero godzina 10;05 a na dodatek jest sobota no, ale nieważne.
Po jakże emocjonujących zakupach wróciłem na ławkę obok placyku a następnie zakładając na głowę kaptur postanowiłem odciąć się od rzeczywistości choć na sekundę. Niestety mój spokój nie trwał nawet króciutką chwileczkę, ponieważ przybiegła do mnie Jezz.
-Daj pić.
-A może tak magiczne słowo?- odburknąłem.
-Proszę daj mi pić.- powiedziała przy okazji strojąc jakieś głupie miny.
Nie chcąc dłużej prowadzić zbędnych rozmów wyciągnąłem z reklamówki kartonik a następnie podałem go dziewczynce.
Chwilę później będąc dalej zakapturzony wyciągnąłem z kieszeni spodni słuchawki które następnie wpiąłem do mojego telefonu i zacząłem słuchać dość głośnej muzyki. Tym razem czułem się trochę odprężony lecz nie na długo… Oczywiście mój błogi spokój znowu zakłóciła Jezz.
-Co tym razem…?
-Tamta dziewczynka mnie uderzyła.!!-powiedziała trochę zapłakana a następnie pokazała palcem na ową dziewczynkę. Ja natomiast ciężko wzdychając złapałem Jezz za rękę tym samym dając znak, że ma się trzymać blisko mnie i podążać za mną.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak tak mała, przesłodka dziewczynka potrafi wnerwiać. Ale w sumie to nie wiem co bym zrobił gdybym jej nie miał. Na chwilę obecną ona jest jedynym powodem dla którego jeszcze żyje. Wiem, że może nie zachowuję się zbyt opiekuńczo co do niej, ale powinna się nauczyć, że nie zawsze będzie miała pod ręką kogokolwiek kto jej pomoże i, że będzie musiała sama radzić sobie z różnymi przeszkodami które stawia przed nami życie bo niestety to nie bajka…
Z moich rozmyśleń wyrwała mnie oczywiście Jezz.
-Jestem śpiąca.-powiedziała pocierając ręką o oczy.
Oczywiście nie mogłem tak tego zostawić, więc wziąłem jej małe drobne ciałko na ręce w taki sposób jak niesie się panny młode a następnie dalej kontynuowałem nasz spacer.
______________________
No to pierwszy rozdział za nami c; Ma nadzieje, że chociaż troszkę Wam się podoba ;p
cr.jpeg
Tagi: 1
27.08.2013 o godz. 12:54

PROLOG

Bywają takie momenty w życiu kiedy musisz liczyć na siebie całkowicie sam… Wielu ludzi się o tym przekonało pewnie nie raz, ale były to tylko takie chwilowe okresy w życiu. Gorzej jeśli jest się samemu przez praktycznie większość życia…. Ja niestety coś tym wiem. Mieszkam z moim ojcem oraz młodszą siostrą. Moja matka umarła gdy miałem 6 lat i właśnie od tego czasu moje życie straciło sens… Szczerze mówiąc nawet nie wiem w jakich okolicznościach umarła i gdzie została pochowana, gdyż zawsze jak zaczynałem ten temat od razu dostawałem w mordę od ojca. Gdy miałem 7 lat mój ojciec postanowił przeprowadzić się wraz ze mną i siostrą do Nowego Yorku gdzie żyje dotychczas. Pewne zastanawiacie do czego chciałem nawiązać początkiem tego prologu. Otóż mój ojciec od razu po śmierci matki zmienił się nie do poznania… Cały czas pił, balował a gdy już przychodził na chwilę do domu wyżywał się na mnie i mojej siostrzyczce. Już nie raz byłem w szpitalu on właściwe też. Ale to jest akurat najmniej ważne. Najważniejsza w tym wszystkim jest moja siostra która tak naprawdę przeżyła dotychczas więcej niż nie jeden nastolatek… Jeśli chcecie poznać moje życie nieco lepiej zostańcie do końca tego opowiadania.
_____________
No dobra ten prolog nie powala... Nie dość, że jest MEEEEEGGGGA krótki to jeszcze nudny. Szczerze mówiąc nie jestem z niego za bardzo zadowolona, ale dodaje bo było sporo komentarzy co mnie bardzo cieszy <33 A tak wgl w ramach tego, że ten prolog jest taki krótki na jutro bądź pojutrze postaram się napisać 1 rozdział c;
Tagi: prolog
26.08.2013 o godz. 20:36

Justin Bieber
Szesnastolatek który usilnie stara się odnaleźć w swoim życiu lecz nie za bardzo mu to wychodzi. Niestety nie ma czasu dla siebie gdyż zajmuje się swoją przyrodnią siostrą lecz gdy znajdzie wolną chwilę praktycznie zawsze wykorzystuje ją na gre na gitarze bądź przesiadywanie na internecie.

Jazmyn Bieber
Sześcioletnia dziewczynka o ślicznych brązowo-zielonych oczkach oraz ciemnych blond włosach.

Jeremy Bieber(38 lat)
Mężczyzna który nie wie praktycznie nic o rodzicielstwie chociaż ma dwójkę własnych dzieci.

_______________________
Wybaczcie, ale nie dałam rady dokończyć poprzedniego opowiadania... Ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to... W najbliższym czasie dodam prolog c;
Ps. Reszta bohaterów dojdzie w trakcie opowiadania ;3
Tagi: 1n
26.08.2013 o godz. 07:11

Zastanawiam się czy może nie byłoby lepiej jakbym zaczęła nowe opko bo to co teraz pisze w ogóle się nie klei.... Co Wy na to??
Tagi: .
24.08.2013 o godz. 23:09

ROZDZIAŁ 42

Wybrałam numer do Justina… Sama nie wiem dlaczego akurat do niego. Chyba dalej mi na nim zależało… Wiem skrzywdził mnie, ale ja go dalej kocham i nic tego nie zmieni. Teraz chciałam jedynie usłyszeć ten jego anielski głos i upewnić się, że nic mu nie jest...
Po kilku sygnałach w końcu ktoś odebrał.
-H….Halo..?-zapytała dość niepewnie, ponieważ bałam się tej rozmowy.
-Kto mówi?
-To ja Miranda…
*Oczami Justina*
Właśnie szedłem z chłopakami na plaże i w pewnej chwili usłyszałem dzwoniący telefon więc nawet nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
-H….Halo..?
-Kto mówi?- zapytałem dość szorstko.
-To ja Miranda…
W tym momencie moje serce zamarło. Jak ja mogłem nie poznać tego nieziemskiego głosu.
-Mir to na serio ty?!
-Tak…
Słychać było, że coś jest nie tak.
-Co się z Toba działo czemu ode mnie nie odbierałaś?
-Nie było mnie w domu no i tak jakoś wyszło.. Emmm wiesz co ja musze już kończyć paa.
-Aale..-Nawet nie zdążyłem dokończyć gdyż nasza rozmowa została przerwana. Po tej krótkiej rozmowie jestem w 100 procentach pewien, że coś się stało. Jej głos drżał tak jakby się czegoś bała. Nie mogę tak tego zostawić…
-Wiecie co chłopaki?? Idźcie sami ja muszę coś załatwić.
Nawet nie słuchając tego co mają mi do powiedzenia ruszyłem w stronę mojego domu, aby się spakować przed dzisiejszym lotem do Polski. Szybko zadzwoniłem po Kennego, aby po mnie przyjechał. Oczywiście zgodził się. Nawet nie musiałem długo czekać, ponieważ był gdzieś w okolicy.
-No to gdzie chcesz jechać.
-Do domu.
Po chwili ruszyliśmy. Droga obyła się bez jakiś zbędnych rozmów. W głowie miałem cały czas moją księżniczkę,… Dalej się zastanawiam czemu się tak dziwnie zachowywała…
*Oczami Mir*
Po skończonej rozmowie rzuciłam się na łóżko i zaczęłam cicho szlochać. Ta rozmowa dała mi do zrozumienia, że ja go naprawdę potrzebuję i kocham lecz niestety nie mogę go mieć przy sobie i to mnie najbardziej boli… Brakuje mi tej naszej bliskości i tego ciepła które od niego biło. Żałuje, że nie potrafiłam docenić tych wszystkich spędzonych z nim chwil..
Chwilę jeszcze poleżałam i rozmyślałam nad wszystkim tym co działo się przez ostatni czas lecz sama nie wiem kiedy zasnęłam…
Następnego ranka zaczęłam dzień całkowicie normalnie. Wstałam z łóżka a następnie udałam się do łazienki gdzie odbyłam poranną toaletę. Po niej zaś zeszłam na dół, aby zjeść razem z rodzicami śniadanie. A więc usiadłam przy stole i sięgnęłam po dzbanek z sokiem pomarańczowym który przelałam do swojej szklanki. W pewnym momencie ktoś zaczął się do nas dobijać więc natychmiastowo wstałam od stołu i ruszyłam w stronę drzwi które następnie otworzyłam. Szczerze mówiąc osoby która za nimi stała zupełnie się nie spodziewała.
Za drzwiami stał mój chłopak. Ten sam brunet o oszałamiających brązowych tęczówkach który jeszcze kilka miesięcy temu poświęcał dla mnie każdą swoją wolną chwilę. Ale tym razem stał z bukietem niebieskich róż oraz pudełeczkiem moich ulubionych czekoladek. Na sam jego widok moje źrenice rozszerzyły się a moje serce gwałtownie przyśpieszyło. Po krótkiej chwili rzuciłam się na szatyna a następnie połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Tak bardzo mi go brakowało… To uczucie jest nie do opisania. Ile bym dała, aby każdy dzień wyglądał tak jak ten dzisiejszy. Nigdy nie spodziewałabym się, że jakikolwiek chłopak poświęcił by się tak dla mnie…
Tę cudną chwilę przerwał mój ojciec.
-Przepraszam najmocniej co tu się dzieje.-zapytał stanowczo, na co moje policzki zaczerwieniły się.
-Emmm no ja ci to tato jakoś wytłumaczę…- zaczęłam.
Po chwili głos zawarł Justin.
-Rozumiem, że pan w naszym wieku tak nie robił?- zadziornie się uśmiechną po czym przyciągnął mnie do siebie.
Na te słowa mój ojciec już się nawet nie odezwał tylko jak gdyby nigdy nic zniknął za drzwiami a my dalej delektowaliśmy się swoją bliskością.
-Brakowało mi cię.-powiedziałam mocno tuląc szatyna do siebie.
-Mi ciebie jeszcze bardziej kochanie.-odpowiedział po czym podniósł mnie a następnie zaczął bardzo czule całować.
_________________
Tak wiem rozdział wyszedł mi FATALNIE a na dodatek znowu jest MEGA krótki i są w nim prawie same dialogi..... Doskonale o tym wiem. W każdym bądź razie mam nadzieje, że napiszecie chociaż kilka słów na temat tego rozdziału i szczerze napiszecie co o nim sądzicie c;
j1.jpg
Tagi: .
22.08.2013 o godz. 05:01

Rozdział 41

Rano obudziłam się z opuchniętymi i obolałymi oczami od wczorajszego płaczu. Jak widać to nie był tylko sen, lecz okrutna rzeczywistość która musiała mnie dopaść. Przeklinam ten dzień w którym Justin pojawił się w moim życiu. To przez niego moje życie się wali.
Po chwili rozmyślania ciężko westchnęłam a następnie zaczęłam bezcelowo patrzeć w biały sufit. Szczerze mówiąc w ten sposób mogłam się na chwilę wyciszyć i przy okazji odprężyć. W pewnym momencie poczułam lekki skurcz w podbrzuszu, ale był ona taki chwilowy, więc stwierdziłam, że nie mam czym się martwić. Chwilę po skurczu podwinęłam kawałek mojej bluzki tak, aby niewielki skrawek mojego brzucha był odsłonięty. Chwilę przyglądałam się temu miejscu a następnie niepewnie dotknęłam je ręką lekko gładząc. Szczerze mówiąc dalej nie przyjmuje do swojej świadomości tego, że żyje we mnie mała istotka która za jakiś czas przyjdzie na świat. Po kilku minutach postanowiłam ruszyć się z łóżka, więc szybkim ruchem odrzuciłam moją puchatą kołdrę na bok a następnie starając się zachowywać jak najciszej ruszyłam do kuchni, aby zrobić sobie jakieś małe, ale sycące śniadanie. Postanowiłam postawić na kanapki. Na początek wyjęłam talerz a następnie zaczęłam po kolei wyjmować wszystkie artykuły na które miałam ochotę.
Po chwili moje śniadanie było już gotowe więc powoli uważając na to, aby żadna z kanapek nie spadła mi z talerza usiadłam przy stole stawiając na nim naczynie które było po brzegi zapełnione różnorodnymi kanapkami a następnie zaczęłam konsumowanie.
Akurat gdy już kończyłam usłyszałam cichy tupot bosych stóp na kafelkach co oznaczało, że wstała Zoe. Po chwili usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła mi się uważnie przyglądać.
-Zoe co ty robisz?- zapytałam lekko zdezorientowana jej zachowaniem.
-Nic takiego.-odpowiedziała po czym wstała od stołu na co jej nie pozwoliłam, gdyż chwyciłam jej chudziutki nadgarstek.
-Dziękuję, że ze mną jesteś…- powiedziałam po czym posłałam jej ciepły uśmiech który odwzajemniła.
-Nie masz za co.
(2 dni później)
Razem z rodzinką właśnie wracamy do domu z naszych, myślę dość udanych wakacji lecz niestety Zoe musiała jeszcze zostać… A więc wychodzi na to, że zostałam na chwilę obecną sama. Na dodatek muszę się jeszcze wybrać do ginekologa, aby się upewnić, że test nie kłamał….
-Proszę zapiąć pasy za chwileczkę lądujemy!- po tych słowach można było poczuć lekkie turbulencje. A chwilę potem samolot wylądował.
Wszyscy zaczęli odpinać pasy a następnie wyciągać swoje podręczne bagaże z szafek nad nimi. Oczywiście ja nie pozostając w tyle zrobiłam to samo. Po chwili mogliśmy już spokojnie wychodzić lecz nie było to takie proste gdyż wszyscy się na siebie pchali co było nie do zniesienia. W tym momencie ludzie zachowywali się jakby zaraz miał nastąpić koniec świata…
Gdy już razem z rodzicami wysiedliśmy z samolotu udaliśmy się po nasze walizki które akurat jechały na taśmie więc szybko je zgarnęliśmy i udaliśmy się w stronę wyjścia a następnie wsiedliśmy do pierwszej, lepszej wolnej taksówki którą pojechaliśmy do domu. Droga minęła w zupełnej ciszy wszyscy był zajęci podziwianiem widoków za oknami lecz pewnie tak naprawdę rozmyślali o wszystkim i o niczym. Ja zaś miałam mętlik w głowie i szczerze mówiąc przez chwilę chciałam wyjawić rodzicom prawdę lecz co chwilę się poddawałam… To nie takie proste przyznać się do własnego błędu, a zwłaszcza rodzicom bo prawdopodobnie stracą do ciebie zaufanie,.. Nigdy nie sądziłam, że wpakuję się w takie bagno. Jestem na siebie taka zła, że dałam się wykorzystać. Właściwie to nie chcę sobie zakrzątać tym głowy bo już po prostu nie wytrzymuję….
Po chwili taksówka się zatrzymała a taksówkarz podał kwotę do zapłaty więc mój ojciec szybko wyciągną z kieszeni kurtki portfel a następnie zapłacił należną sumę. Po opuszczeniu pojazdu wyciągnęliśmy nasze walizki z bagażnika a następnie udaliśmy się w stronę naszego domu. Szybko znaleźliśmy się w nim więc jak najszybciej wbiegłam po schodach do mojego pokoju a następnie zamykając się w nim sięgnęłam po swój telefon i wybrałam numer...(CDN)
____________________________
A więc zacznę od tego, że rozdział kompletnie mi nie wyszedł a na dodatek jest krótki(właściwie jak zawsze -,-) no, ale skończyła mi się wena ;cc Liczę na Wasze szczere kom pod tym czymś...
j7.jpg
Tagi: .
21.08.2013 o godz. 04:07

Rozdział 40

Odwróciłem się w stronę z którego dobiegał owy głos i ujrzałem dziewczynę która ciągle siedziała w moich myślach. Zerwałem się z miejsca i ruszyłem w jej stronę.
-Co tu robisz?- zapytałem unosząc lewą brew ku górze przy okazji się uśmiechając.
-Jak widzisz pracuje tu.-odpowiedziała z mniejszym entuzjazmem.
Po jej słowach zlustrowałem ją wzrokiem od dołu do góry i uświadomiłem sobie, że jestem największym idiotą na świecie. Dziewczyna była ubrana w typowy strój stewardessy, ale ja oczywiście tego nie zauważyłem…
-Oł a no faktycznie…- odpowiedziałem drapiąc się po karku.
Na moje słowa dziewczyna jedynie westchnęła a następnie zniknęła za drewnianymi rozsuwanymi drzwiami a ja zrezygnowany wróciłem na swoje miejsce i oparłem się o zimną szybę przymykając oczy. Nawet nie wiem kiedy, pochłoną mnie sen.
Obudził mnie Scooter informując, że jesteśmy na miejscu. Szybko pozbierałem swoje rzeczy a następnie ruszyłem za resztą ku wyjściu. W końcu gdy znalazłem się na zewnątrz zaciągnąłem się świeżą wonią powietrza.
-To co Biebs mamy cię teraz zawieźć do domu tak?-zapytał Scoot.
-Ehem.
Po chwili podjechał czarny samochód z przyciemnianymi szybami.
-No młody, wsiadaj.
Po tych słowach wsiadłem na tyły samochodu a następnie zapiąłem pasy i czekałem, aż ruszymy.
*Oczami Mirandy*

Gdy znalazłam się już w hotelu weszłam do swojego pokoju a następnie unikając pytań Zoe wbiegłam do łazienki i zamknęłam się w niej, aby móc spokojnie zrobić test który mam nadzieje wyjdzie negatywny, ponieważ mam wystarczająco problemów na dzień dzisiejszy. Usiadłam na pralce i wyciągnęłam z mojej torby jeden z testów a następnie przeczytałam instrukcje która nie była zbyt skomplikowana, więc zrobiłam to co było tam napisane a następnie odczekałam kilka minut i w głębi duszy modliłam się, aby test był negatywny. Gdy już uznałam, że przeczekałam odpowiednią ilość czasu sięgnęłam po test który przedtem odłożyłam na umywalkę a następnie zamknęłam oczy z nadzieją, że to coś pomoże. Chwilę próbowałam się przemóc, aby spojrzeć w ten cholerny test, ale coś mnie od tego odpychało. Kurczowo ściskając test w dłoni wypuściłam powietrze a następnie spoglądnęłam w niego. Niestety to co w nim ujrzałam nie było zadowalające… Nie mogłam uwierzyć.. Na teście były dwie kreski. Przez chwilę zastygłam w miejscu ciągle niedowierzając, lecz po chwili samowolnie moje kolana ugięły się czego skutkiem był upadek. Zaraz po nim ujęłam swoją twarz w dłonie i zaczęłam płakać. Ja po prostu czułam, że nie poradzę sobie z tak wielkim wyzwaniem. Jestem jeszcze za młoda. Tak naprawdę całe życie jeszcze przede mną, ale niestety jedna wpadka może zmienić całe moje życie. Są takie chwilę w życiu w których czujesz, że nie masz po co żyć i właśnie ja w takiej sytuacji się znalazłam. Chciałabym, aby było tak jak dawniej. Chciałabym nigdy nie poznać Justina, lecz niestety czasu nie da się cofnąć i trzeba żyć w teraźniejszości nawet jeśli nie jest ona usłana różami…
W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś próbuje się dobić do łazienki, lecz nie miałam w tej chwili na nic siły, ani tak naprawdę ochoty.
-Otwórz te drzwi, albo pójdę po twojego ojca!!!-krzyczała zbulwersowana Zoe.
Spróbowałam resztką sił podnieść się z ziemi i otworzyć te głupie drzwi.
-Jezu Chryste Mir co ci jest.-zapytała po czym podniosła mnie i ruszyła ze mną w stronę salonu.
Ja niestety nie miałam siły nic mówić więc jedyne co to pokazałam Zoe palcem na łazienkę.
Po chwili wbiegła do niej i podniosła kawałek plastiku leżący na ziemi a następnie z niedowierzaniem zakryła usta dłonią. Ja natomiast skuliłam się w kłębek i cicho szlochając próbowałam zasnąć z nadzieją, że gdy się obudzę, wszystko okaże się tylko głupim snem który tak naprawdę nic nie znaczył. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
______________________
Wielki dzięki za komentarze pod poprzednim rozdziałem jestem mile zaskoczona nimi, co prawda nie było ich zbyt wiele, ale jestem zadowolona ;p A co do tego rozdziału to chyba nie ma AŻ takiej wielkiej tragedii co nie ? xD

snl2.jpg
Tagi: .
18.08.2013 o godz. 19:11

Rozdział 39
*Oczami Mirandy*

Rano obudziły mnie mdłości. Na całe szczęście nie były one zbyt silne więc nie musiałam biec do toalety. Zastanawiało mnie jedynie to, czym te mdłości są spowodowane... Z moich rozmyśleń wyrwała mnie Zoe która najwidoczniej właśnie sie obudziła.
-Która godzina?- zapytała dość ospałym głosem co mnie rozbawiło.
-Dziesięć po dziewiątej.-odpowiedziałam cicho chichocząc.
-A ciebie co tak bawi.-powiedziała mrużąc oczy a następnie ziewając.
-Ty.-W tym momencie wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
Po tej odpowiedzi dostałam poduszką prosto w twarz. Oczywiście nie mogłam być gorsza więc sięgnęłam po pierwszą lepszą poduszkę z brzegu a następnie wcelowałam nią w brzuch Zoe.
-Ałaa to bolało.-krzyknęła po czym rzuciła poduszką w moją stronę, ale na całe szczęście zdążyłam jej uniknąć.
-Dobra poddaje się !-powiedziałam a następnie uniosłam ręce w geście obronnym.
-Ale ja nie!- zachichotała po czym rzuciła mnie poduszką którą niestety dostałam ponownie w twarz.
-Zadowolona?- uśmiechnęłam się.
-No nie do końca, ale nie mam już więcej poduszek pod ręką.-wystawiła koniuszek języka.
-Dobra ja idę się wykąpać.
Szybko wyszłam spod ciepłej pierzynki a następnie zabrałam z szafki jakieś świeże ciuchy oraz bieliznę i weszłam do łazienki. Na początek rzuciłam wybrane ciuchy na pralkę a następnie zaczęłam stopniowo się rozbierać. Gdy byłam już całkowicie naga weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę która zaczęła spływać po moim nagim, rozgrzanym ciele powodując przyjemne ciarki.
Będąc odświeżona wyszłam z kabiny i wyciągnęłam rękę w stronę haczyka na którym był powieszony biały, puchaty ręcznik którym zaczęłam wycierać swoje mokre ciało, aż nie było wystarczająco suche a następnie zaczęłam się ubierać w wcześniej wybrane ciuchy.
Gotowa i ogarnięta już miałam wychodzić z łazienki, ale niestety zostałam zatrzymana przez mdłości które się nasiliły. Szybko uklęknęłam przed muszlą i oczywiście zwymiotowałam… Czułam, że coś jest nie tak i to raczej nie było zwykłe zatrucie… To musiało być zdecydowanie coś więcej, ale przecież to jest nie możliwe, przecież to była tylko jedna noc. Gdy moje mdłości ustąpiły wyszłam z łazienki a następnie szybko sięgnęłam po swoją torebkę i wybiegłam z pokoju. Szybko udało mi się wydostać z hotelu więc przyśpieszonym krokiem ruszyłam w stronę apteki. Na całe szczęście nie znajdowała się ona zbyt daleko, więc dotarłam do niej w 5 minut. Cała zdyszana otworzyłam szklane drzwi i podeszłam do lady za którą stała dość młoda aptekarka.
-Witam w czym mogę pomóc.-powiedziała z uśmiechem na ustach.
-Emm ja poproszę test ciążowy...
Widać było, że była trochę zaskoczona, ale właściwie to nie dziwie jej się bo nie wyglądam zbyt dojrzale jak na swój wiek.
-Albo może niech mi pani da dwa.
Po krótkiej chwili dostałam to co chciałam, więc szybko zapłaciłam odpowiednią kwotę a następnie wyszłam z apteki i udałam się w stronę hotelu.
*Oczami Justina*

Wreszcie mam miesiąc odpoczynku… Brakowało mi tego od dłuższego czasu. W końcu będę mógł spędzić czas z chłopakami i prawdopodobnie z rodziną. Aktualnie lecimy samolotem do LA gdzie spędzę większość czasu. A tak zmieniając temat to ciągle nie mogę zapomnieć o tej dziewczynie która mi pomogła…. Ciągle mam jej postać przed oczami i nie mogę przestać o niej myśleć. Chyba nigdy nie czułem czegoś takiego, to uczucie jest niesamowite. Ja… Ja się chyba w niej zakochałem. Ale zaraz, zaraz muszę przestać o niej myśleć przecież mam już dziewczynę i nawet nie wiem co u niej słychać. Sama myśl, że właśnie w tej chwili mogło jej się coś stać a ja nawet o tym nie wiem, jest przytłaczająca… Tak naprawdę powinienem teraz przy niej być i tulić do swojej piersi oraz szeptać słodkie słówka do ucha na które od razu by się rumieniła, lecz niestety to niemożliwe bo nawet nie mam jak się z nią skontaktować. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale ciągle słychać tylko automatyczną sekretarkę.
Z moich myśli wyrwał mnie dość znajomy głos….
___________________________
No a, więc mamy kolejny rozdział c;
Jak myślicie czy Mir jest w ciąży? I kogo usłyszał Justin?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale ;D
Liczę na Wasze szczere opnie.
6kom=nn

jjjj.jpg
Tagi: .
18.08.2013 o godz. 04:14
weroniada135
Nie wszystko w życiu jest proste...
Skąd: Wrocław
O mnie: Jestem głupiiutką nastolatką, która ma w życiu marzenia i dąży do ich spełnienia. Pisanie jest jedną z nielicznych rzeczy, które sprawiają mi przyjemność
statystyki